Amerykański węgiel, Donald Trump i JSW S.A.

Udostępnij

W USA w tym roku otworzono nową kopalnię węgla – Acosta Deep Mineto, pierwszą o dziesięciu lat. Patrząc z polskiej perspektywy ta kopalnia to maluch w porównaniu do krajowych kopalń. Acosta Deep Mineto zatrudnia 100 górników, kolejne 100 osób pracuje przy uruchamianiu nowych taśm do przeładunku. Problem polega na wydajności – przeciętna produktywność w polskich kopalniach wynosi ok. 700 t węgla na zatrudnionego rocznie. Amerykański górnik w kopalniach głębinowych wydobywa od 2 do 5 tysięcy t węgla rocznie. Otwarcie nowej kopalni to przełom, którego skutki dosięgną również polski rynek węgla.

W USA za czasów prezydentury Obamy wrogiem publicznym stał się węgiel i jego otoczenie. Wprowadzenie ustawy o czystym powietrzu (Clean Air Act) spowodowało obciążenie firm wykorzystujących węgiel wysokimi karami za emisję związków gazu cieplarnianego i składowanie popiołu. W roku 2015 Obama osobnym aktem prawnym wymusił wcześniejsze zamknięcie starszych elektrowni węglowych. Krótko przed wyborami prezydent Obama podpisał zakaz eksportu węgla, anulował większość koncesji na jego wydobycie na ziemiach federalnych i odebrał władzom stanowym prawo do przedłużania koncesji na prywatnych terenach. To wszystko zmieniło się po nominacji Donalda Trumpa, który podpisał akt unieważniający większość regulacji środowiskowych Obamy. Plusem dla górnictwa w USA wynikającej z poprzedniej prezydentury jest również jego dramatyczna zmiana – ograniczenie zatrudnienia, inwestycje w ekologiczne rozwiązania, wzrost efektywności pracy.

Maszyna made in USA jest przygotowana do skoku, a czas jest ku temu sprzyjający. Najwięcej węgla z USA, zwłaszcza węgla koksującego, kupują Chiny. W momencie kiedy warunki pogodowe spowodowały przestoje w kopalniach australijskich, eksport do Chin wzrósł o 357%. Europa zachodnia, pomimo nagonki na węgiel, także go potrzebuje. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy eksport do Europy wzrósł z 23 mln do 37 mln ton miesięcznie. Eksport amerykańskiego węgla do Francji wzrósł w tym roku o 214%, do Niemiec o 94%. Dla porównania w 2016 r. kopalnie JSW S.A. wyprodukowały 16,8 mln ton węgla, w tym 11,6 mln ton koksowego oraz 5,2 mln ton węgla do celów energetycznych. Rosnące wykorzystanie OZE (odnawialne źródła energii) z czasem pewnie ograniczy zapotrzebowanie na amerykański węgiel. Biorąc jednak pod uwagę niestabilność OZE, remonty, katastrofy, które pojawiają się niezapowiedziane, amerykańscy eksperci prognozują, że zapotrzebowanie na węgiel będzie utrzymywało się na podobnym poziomie przez kolejne 20 lat. Zmienia się również struktura zużycia węgla – przybywa chętnych na zakup węgla koksującego do produkcji stali i węgla na potrzeby przemysłu chemicznego. Donald Trump obiecuje, że USA dokona transformacji w państwo dominujące na globalnym rynku energetycznym. W tym celu również zwiększył wydatki na badania nad  „czystym węglem”, w tym gazowanie węgla i wtłaczanie nadmiaru dwutlenku węgla pod ziemię. Prawdopodobnie nowe, tańsze i ekologicznie korzystniejsze rozwiązania pojawią się w czasie planowanego na 2020 r. całkowitego zakazu wykorzystania węgla w Niemczech. To zapewniłoby USA nie tylko dominację energetyczną, lecz także zdecydowaną przewagę ekonomiczną nad Europą.

Co to oznacza dla JSW S.A.?

Gros sprzedaży JSW realizuje w Polsce, ale zaopatruje też klientów z Czech, Austrii, Włoch, Niemiec, a nawet Indii. Coraz bardziej przy tym zbliża się do pozycji monopolisty w wydobyciu na europejskim rynku. Wypadła z niego Ukraina, bo jej kopalnie znajdują się w ogarniętym wojną Donbasie. Czeskie OKD ma zaś wygaszać działalność. Szef OKD poinformował jednak o tym, że w pierwszym półroczu 2017 r. miała 2,28 mld CZK zysku (około 374 mln zł), a niebawem planowane jest spotkanie z obligatariuszami w sprawie dalszego przebiegu restrukturyzacji. Ale nawet wtedy, gdy kopalni byłoby więcej, Europa będzie importowała węgiel koksowy — i to w niemałych ilościach.

Z punktu widzenia klientów JSW spółka jest pewnym dostawcą. Dotychczasowy import węgla koksowego do Europy to nie tyle zagrożenie odebraniem klientów JSW, co wpływ na cenę, po jakiej JSW może sprzedawać węgiel. Zważywszy więc na to, że Australię można przyrównać do naftowego OPEC, ceny surowca z tamtejszych kopalni będą wpływać na sytuację JSW. Właśnie blokada dostaw z Australii na początku 2017 r., wywołana cyklonem Debbie, spowodowała ostatni wzrost cen węgla koksowego. Cyklon w Australii pokazał, że rynek jest bardzo napięty. Zniknięcie 3-4 proc. światowej produkcji spowodowało w ciągu kilku dni gigantyczny wzrost cen. A to oznacza, że popyt w obecnych warunkach geopolitycznych jest na tyle duży, a podaż na tyle mała, że perspektywy JSW są bardzo dobre.

Ale jeśli warunki geopolityczne ulegną zmianie i USA wejdą do większej gry, z ich możliwościami produkcji i eksportu, przy jednoczesnej przychylności polskiego rządu wobec naszego, chyba jedynego sojusznika, oznaczać to może, że JSW może być wypychana z rynku europejskiego. Taka  zmiana może również nastąpić wskutek niższych cen węgla koksującego lub decyzji gospodarczo – politycznych ze strony Unii Europejskiej. Więc jest się czego bać. 

Artur Fildebrandt

 


Udostępnij